W 4. kolejce ligowej „Słonie” zaliczyły nieudany wyjazd do Łodzi. Na tradycyjnej, pomeczowej konferencji prasowej przegrany 1:2 mecz skomentował nasz trener, Marcin Brosz, a także szkoleniowiec rywali – Grzegorz Szoka. Marcin Brosz (Bruk-Bet Termalica): Od samego początku oglądaliśmy bardzo wyrównane spotkanie. Już przed meczem, ale tym bardziej w jego trakcie wiedzieliśmy, że kto pierwszy trafi […]
W 4. kolejce ligowej „Słonie” zaliczyły nieudany wyjazd do Łodzi. Na tradycyjnej, pomeczowej konferencji prasowej przegrany 1:2 mecz skomentował nasz trener, Marcin Brosz, a także szkoleniowiec rywali – Grzegorz Szoka.
Marcin Brosz (Bruk-Bet Termalica): Od samego początku oglądaliśmy bardzo wyrównane spotkanie. Już przed meczem, ale tym bardziej w jego trakcie wiedzieliśmy, że kto pierwszy trafi – zyska dodatkowy atut.
Pierwsze minuty zagraliśmy dobrze, mieliśmy sporo sytuacji i zawodziło tylko to, że nie udało się nam ich wykończyć. Natomiast bramkę zdobył zespół z Łodzi. Wiedzieliśmy, że jest bardzo groźny przy stałych fragmentach gry, chcieliśmy tego uniknąć – ale nie udało się. Musieliśmy gonić wynik.
Do samego końca wierzyliśmy w to, że damy sobie szansę, natomiast nie udało się. Szkoda, że nie udało się wywieźć nawet jednego punktu z tak trudnego terenu.
Oddaliśmy 13 strzałów, ale tylko jeden w światło bramki. Bardzo chcemy, natomiast nie chodzi o to, żeby bardzo chcieć, tylko umieć finalizować.
To jest element, który jest dla nas najważniejszy. Chcemy wyciągnąć tyle, ile tylko się da, z każdej akcji pod bramką przeciwnika. Wiadomo, bramka jest produktem „finalnym”, ale może udać się stały fragment, może asysta. Dziś jednak wyciągamy z tych sytuacji zbyt mało. To jest część naszej gry, na którą kładziemy duży nacisk, a na razie nie do końca nam wychodzi.
Finisz jest zawsze najważniejszym elementem. Zawodnicy, którzy wykańczają akcje, którzy mają ku temu inklinacje, to zazwyczaj duże postaci w swoich zespołach. My mamy dobrych zawodników w tym aspekcie i wierzę, że każdy kolejny trening będzie powodować, że zrobimy progres. To jest coś, co da się szybko poprawić, a zarazem jest to dla nas bardzo ważny element.
Gra na terenie przeciwnika tuż po bramce jest zawsze ciężka. Nawet te największe zespoły mają bardzo trudno przez pierwsze minuty po stracie. Przeciwnik jest na swoim stadionie, niesie go doping kibiców. To naturalne, że ten „dwunasty zawodnik” tak działa. Zgadzam się natomiast, że nasza reakcja po bramce nie była zadowalająca i mogliśmy się zachować lepiej.
Wróciliśmy do gry po przerwie. Szkoda, że jednej z ówczesnych sytuacji nie udało się lepiej sfinalizować. Dalibyśmy sobie więcej czasu, więcej możliwości. Także zmianami, także po mojej stronie. Na przykład Dominik Biniek dał bardzo dobrą zmianę, może mógłbym go wpuścić wcześniej – ale czekaliśmy na wydarzenia na boisku.
Grzegorz Szoka (ŁKS Łódź): Chciałbym podziękować kibicom z „Galery”. W końcówce spotkania naprawdę mocno nam pomogli, a tydzień temu, gdy przegraliśmy mecz – zawodnicy dostali słowa wsparcia. Z mojej perspektywy tak to powinno wyglądać. Jeśli kochasz klub i chcesz mu pomagać: właśnie w takich sytuacjach klub tego najbardziej potrzebuje.
Niepotrzebnie zafundowaliśmy sobie nerwową końcówkę. Dużo lepsza była jednak pierwsza połowa. Poza drobnymi momentami, które zawsze się przydarzają, mieliśmy ten mecz pod kontrolą. Trochę bojaźni się wdarło, kiedy straciliśmy bramkę. Było widać, że mecz jest na ostrzu noża: albo przeciwnik, albo my.
Mogliśmy to zamknąć wcześniej, ale ostatecznie się udało. Trzeba to docenić i się z tego cieszyć. Zespół przeciwnika nie miał już nic do stracenia, szedł dużą liczbą zawodników w pole karne, ale i tak to wytrzymaliśmy. Podchodzimy spokojnie. Ani ten mecz jeszcze nie oznacza, że będziemy bardzo wysoko, ani ten ubiegłotygodniowy nie oznaczał, że będziemy w dużym kryzysie. Nie można skreślać tej drużyny.