Za nami kolejne spotkanie „Słoni” w Niecieczy. W ramach 7. kolejki PKO BP Ekstraklasy niestety przegraliśmy z Koroną Kielce 1:3, tracąc trzy bramki w nieudanej, drugiej połowie meczu. Po ostatnim gwizdku spotkanie skomentowali obydwaj szkoleniowcy: Marcin Brosz oraz Jacek Zieliński. Marcin Brosz (Bruk-Bet Termalica): Do 25. minuty wydawało się, że to jest interesujący mecz, gdzie […]
Za nami kolejne spotkanie „Słoni” w Niecieczy. W ramach 7. kolejki PKO BP Ekstraklasy niestety przegraliśmy z Koroną Kielce 1:3, tracąc trzy bramki w nieudanej, drugiej połowie meczu. Po ostatnim gwizdku spotkanie skomentowali obydwaj szkoleniowcy: Marcin Brosz oraz Jacek Zieliński.
Marcin Brosz (Bruk-Bet Termalica): Do 25. minuty wydawało się, że to jest interesujący mecz, gdzie swoje sytuacje mieliśmy zarówno my, jak i Korona. Spotkanie było bardzo wyrównane. Natomiast końcówka pierwszej części, a szczególnie druga połowa nie układały się po naszej myśli.
To, co od razu ciśnie się na usta, to stwierdzenie, że po raz kolejny – to nie jest pierwszy taki mecz – niepotrzebnie się cofamy. Obejmujemy prowadzenie, mamy przewagę i to jest nasz najlepszy moment.
Musimy wtedy robić kolejny krok. Zamiast tego przestajemy grać do przodu, gra nie układa się tak, jakbyśmy tego chcieli. W głowach pojawia się myśl, że lepiej zacząć się bronić i nastawić na kontrataki, a przestajemy grać w piłkę. Wkrada się niepewność. Dziś zespół z Kielc wykorzystał to bardzo dobrze.
W drugiej połowie próbowaliśmy zdobyć bramkę kontaktową, by dać sobie szansę na podjęcie rywalizacji. Korona nie dała nam jednak takiej możliwości, umiejętnie broniła się do końca. Więcej bramek nie udało się nam strzelić.
Jacek Zieliński (Korona Kielce): Bardzo cieszymy się z tego, jak ten mecz ułożył się dla nas. Schodząc do szatni po pierwszej połowie, byliśmy trochę przytłumieni. Gra nie wyglądała źle na boisku, natomiast wynik nas niepokoił.
Wbrew pozorom jednak w przerwie nie było żadnego szaleństwa i nerwowych ruchów. Żadnych „suszarek”. Wytłumaczyliśmy sobie to, co musimy poprawić, zrobiliśmy to – i zespół zdecydowanie odpalił. Były sytuacje nawet ku temu, by dołożyć dwie kolejne bramki. Nie ma jednak co się ekscytować i tracić głowy.
To fajne zwycięstwo, bo pierwsze nasze na wyjeździe – traktujemy je jak kamień milowy. To potwierdzenie słuszności tego, co robimy na treningach, dodaje dużo pewności. Chłopaki widzą to, wierzą, i dla nas to jest najlepsza nagroda.