Prawdziwy thriller z happy-endem dla „Słoni” rozegrano w poniedziałkowy wieczór w Gdyni. Wygrane przez nas 3:2 spotkanie na pomeczowej konferencji prasowej podsumowali obydwaj szkoleniowcy: Marcin Brosz i Dariusz Banasik. Marcin Brosz (Bruk-Bet Termalica): Początek spotkania był bardzo trudny dla nas. Jednak po ciężkich pierwszych minutach mieliśmy dobre fragmenty, wykorzystaliśmy sytuację – tylko szkoda, że nie […]
Prawdziwy thriller z happy-endem dla „Słoni” rozegrano w poniedziałkowy wieczór w Gdyni. Wygrane przez nas 3:2 spotkanie na pomeczowej konferencji prasowej podsumowali obydwaj szkoleniowcy: Marcin Brosz i Dariusz Banasik.
Marcin Brosz (Bruk-Bet Termalica): Początek spotkania był bardzo trudny dla nas. Jednak po ciężkich pierwszych minutach mieliśmy dobre fragmenty, wykorzystaliśmy sytuację – tylko szkoda, że nie mogliśmy tego podtrzymać i dalej grać tak, jak chcieliśmy.
W drugiej części pierwszej połowy Arka przejęła inicjatywę. Ta bramka, która padła przed przerwą, wisiała w powietrzu. Nie byliśmy w stanie przejąć piłki i stworzyć klarownej sytuacji. Zbyt szybko i zbyt łatwo pozbywaliśmy się posiadania. Konsekwencją była strata pierwszej, a następnie drugiej bramki od razu po przerwie.
Myślę jednak, że po tej bramce udało się nam przełamać i długimi fragmentami zagraliśmy bardzo dobrze. Graliśmy tak, jak chcieliśmy, jak przygotowaliśmy się do tego spotkania. Byliśmy agresywni, szukaliśmy swoich możliwości tak przez napastników, jak i przez drugą linię. W efekcie zdobyliśmy drugą i trzecią bramkę. Ten mecz mógł się jednak różnie ułożyć, akcje były prowadzone cios za cios, akcja za akcję. To naprawdę było dla nas bardzo trudne spotkanie.
Sport uczy ogromnej pokory. Od pewnego czasu towarzyszy nam uczucie smutku, jest nam szkoda. Zdajemy więc sobie sprawę z tego, co czujecie Wy i cała Gdynia. Euforia i radość sprzed roku są bardzo blisko w czasie od uczuć z dnia dzisiejszego. Wiemy jednak jedno: w sporcie absolutnie nie można się poddawać. Ten rok nam pokazał, że naprawdę musimy rozwinąć się na pewnych płaszczyznach. Musimy być lepsi, jeżeli chcemy grać w Ekstraklasie. Ten czas był nam potrzebny, brutalnie mówiąc. Cała sztuka polega na tym, żeby nie załamywać się i nie poddawać, tylko wyciągnąć odpowiednie wnioski – zrobić wszystko, żeby znowu po tym smutku wróciła radość.
Jesteśmy zadowoleni, bo dziś graliśmy na bardzo trudnym terenie. Arka zdobyła u siebie większość punktów, więc naprawdę to nie jest proste, podjąć tutaj walkę i wyzwanie. Pokazaliśmy jednak, że jeżeli jesteśmy dobrze dysponowani, to naprawdę możemy powalczyć z każdym. To bardzo istotne, że udało nam się wywieźć z tak trudnego terenu trzy punkty. To prognostyk na przyszłość, który pokazuje, że możemy, że stać nas. Musimy zrobić wszystko, żeby znowu, za rok – miejmy nadzieję, że za rok – mówić znowu o radości.
Wygraliśmy mecz, więc wiadomo, że się cieszę. Z tyłu głowy mam nasz główny plan, o którym zawsze myślimy, ale mikrocykle zakończone meczem są dla nas kluczowe. One są najważniejsze. Robimy wszystko, żeby je zrealizować – więc jak tu się nie cieszyć, jeżeli się wygrywa na tak trudnym terenie, w meczu o taką stawkę. W sporcie to jest bardzo ważne, więc cieszę się z tego, że znowu strzeliliśmy bramkę w doliczonym czasie gry. W dodatku bramkę strzelił napastnik, a wcześniej strzeliliśmy po stałym fragmencie gry, z czym mieliśmy duże problemy. Nie wykorzystywaliśmy naszych możliwości, a dzisiaj nam się to przytrafiło, więc cieszę się z tego bardzo. Natomiast tak jak zawsze – martwię się, że tracimy dwie bramki. Poza tym Arka miała zdecydowanie więcej sytuacji, a ten wynik naprawdę mógł być całkowicie inny. Na koniec jednak się cieszymy i to jest najważniejsze.
Wychodząc na boisko, na każdy trening, zawsze rywalizujemy. To jest w genach i nie wyobrażam sobie innego podejścia. Samo to, że dzisiaj podjęliśmy walkę na tak trudnym terenie, pokazuje, jak jesteśmy zmotywowani. W każdym meczu chcemy zrobić wszystko, żeby powalczyć o trzy punkty. W nadchodzącą sobotę – również.
Dariusz Banasik (Arka Gdynia): Jest nam bardzo przykro i bardzo smutno. Wiemy, jak się to dla nas skończyło. W imieniu wszystkich w klubie chciałbym przeprosić kibiców. Wszyscy nastawialiśmy się na to, że wygramy, ale się nie udało. Nie chcę zrzucać na nikogo winy, to my ponosimy odpowiedzialność za to wszystko.
Nie daliśmy rady. Tak na gorąco – ciężko powiedzieć, dlaczego. Po bramce na 2:1 powinniśmy dążyć do podwyższenia wyniku, do tego, by wygrać wyżej. Tak się nie stało, straciliśmy bramkę po stałym fragmencie gry. Zeszło wtedy z nas powietrze, groźba stała się widoczna, a plan na mecz zaczął się sypać.
Do samego końca próbowaliśmy coś zdziałać zmianami, roszadami, dwóch obrońców pojawiało się w polu karnym przeciwnika… ale idzie kontra i zamiast my strzelić na 3:2, tracimy. Tak jak mówiłem, odpowiedzialność bierzemy jednak na siebie.